5 kroków do fuckup’u

30 sierpnia 2019

Zdarzyło Ci się zawalić projekt? Nie chodzi mi o sytuację, gdy musisz go odpuścić całkowicie. Bardziej mam na myśli przekroczony deadline, czy błędy, które wracają do Ciebie jak bumerang. Jeśli nigdy nie spotkałeś się z takimi zjawiskami, to gratuluję. Ja nie należę do tej grupy osób.

Wielokrotnie spotykały mnie takie sytuacje. Żeby była jasność, nie jestem z tego dumny, ale dziś już wiem jak zapobiegać takim sytuacjom. Chciałbym podzielić się z Tobą moimi przemyśleniami na temat tzw. fuckup’ów. Powiem Ci również, co robię, aby już więcej do nich nie doprowadzić.

Zacznijmy jednak od początku. Mam wieloletnie doświadczenie jako freelancer. Pracowałem dla wielu firm, nad rozmaitymi projektami. W swoim portfolio mam masę micro-projektów takich jak strony www, ale również projekt dla lotniska, czy dealerów Audi.

Pomimo wielu problemów po drodze, finalnie każdy projekt udało się doprowadzić do końca. Z perspektywy czasu wiem, że satysfakcję ze współpracy można było uzyskać na o wiele wyższym poziomie. Mógłbym stworzyć niejedną historię na fuckup night. Oto moje propozycje jak unikać fuckup’u.

Zapytaj pięć razy

Klient nie myśli procesami. To ważne, żeby mieć tego świadomość. Na początku swojej kariery nie potrafiłem tego zrozumieć. Teraz wiem, że najistotniejsza z punktu widzenia biznesu jest realizacja celu. Sposób jest drugoplanowy. To powód, przez który bardzo często możesz źle zrealizować funkcjonalność.

Przeprowadzaj dogłębną analizę procesu, jaki kryje się za daną funkcją. Podam Ci konkretny przykład.

Klient chce prowadzić ewidencje środków trwałych w firmie. W tym celu masz stworzyć prostego CRUD’a. Po stworzeniu tej funkcjonalności dowiadujesz się, że środki trwałe mają być przypisywane do lokalizacji (miasto) oraz budynku. Dodatkowo ma być możliwość transferu pomiędzy lokalizacjami. Oczywiście każdy transfer ma być zapisany w historii.

Klient nie wie ile czasu zajmie modyfikacja tej funkcjonalności. Trudno mu się dziwić. Warto jednak go uświadomić. Tak oto przechodzimy do kolejnego punktu.

Szanuj swój czas

Szacowanie czasu wykonania to moim zdaniem trudne zadanie. Im więcej mamy doświadczenia, tym lepiej to robimy. Jednak nie jesteśmy w stanie przewidywać zmian, które wymuszają na nas zmienne warunki w projekcie. Przecież pierwotnie ta funkcjonalność nie miała trzech dodatkowych zależności.

Jeśli zakładałeś, że do wykonania zadania musisz stworzyć: tabelę w bazie danych, kontroler, model i jakieś widoki, to nie możesz wykonać tych elementów trzykrotnie więcej w tym samym czasie. To dlatego napisałem wyżej, że warto przeprowadzać głęboką analizę. Chroni nas to przed niespodziankami. Jednak nie jesteśmy w stanie uniknąć ich w 100%.

Napotkałeś niespodziewane problemy w projekcie? Powiedz o tym klientowi od razu. Najgorsze co można zrobić, to udawać, że wszystko jest ok. Wcześniej czy później wyjdzie szydło z worka. Mówiąc o tym dostatecznie szybko, jesteście w stanie odpowiednio zareagować. Może klient, dowiadując się o możliwym opóźnieniu, zrezygnuje ze zmian? Możliwe, że po prostu zaakceptuje przesunięcie terminu. Najważniejsze, to rozmawiać o problemach możliwie szybko.

Dokument – rzecz święta

Skoro już o problemach mowa, to porozmawiajmy o dokumentach. Nieważne jak zarządzasz swoimi dokumentami, ja robię to gorzej. Brak mi kompletnie zorganizowania w tej dziedzinie. Ostatnio poszukując jednego dokumentu, straciłem 2 godziny życia. Dziś wiem, że dokument to podstawa.

Jest takie powiedzenie, że umowy pisze się na wojnę, a czas pokoju jest po to, aby je dobrze konstruować. Niejednokrotnie byłem w sytuacji, gdy zostałem oszukany przez nieuczciwego kontrahenta. Jednak pretensje mogłem mieć jedynie do siebie. Wizja super projektu przyćmiła mi zdrowy rozsądek i zapomniałem o tym, że warto podpisać umowę.

Umowa jest o tyle istotna, że ustalając deadline wykonania projektu, często określa się też kary umowne za jego niedotrzymanie. Pamiętaj o tym, że w przypadku, gdy klient wprowadza zmiany w projekcie, zmienia się czas wykonania.

Jeśli nie podpiszesz aneksu, który uwzględni zmianę deadline’u, to musisz wykonać więcej pracy w tym samym czasie. Nie wspominam już nawet o tym, że więcej pracy wykonujesz za te same pieniądze.

Moc ma jedynie słowo pisane

Od pewnego czasu, stosuję regułę, że muszę mieć wszystko na piśmie. Jakiś czas temu realizowałem projekt dla bardzo fajnego klienta. Było to dla mnie nowe wyzwanie, a relacja z klientem dodatkowo powodowała wzrost euforii. Projekt był wstępnie omówiony, założenia spisane, umowa podpisana. Wszystko jak należy. Niestety do czasu.

Ze spotkania na spotkanie projekt zaczął ewoluować. Dla mnie zmiany były logiczne, nawet niektóre propozycje zmian wyszły z mojej inicjatywy. Niestety po jakimś czasie usłyszałem pytanie “Deadline zbliża się wielkimi krokami — kiedy otrzymam wersję demo?”. Zbladłem, zrobiło mi się słabo. Na spotkaniu wszyscy byli świadomi, że zmiany funkcjonalności skutkują też zmianą terminu. Jak się później okazało jednak nie.

Od tamtego czasu wszystkie ustalenia z rozmów spisuję i proszę o potwierdzenie mailowe. Co więcej, jeśli zmiany wpływają na czas, nie zapominam o aneksie. Pamiętaj, aby mieć pewność (w formie, chociażby maila), że klient jest świadomy konsekwencji swoich decyzji.

To tyle ode mnie. Mam nadzieję, że wpis pomoże Ci odpowiednio reagować na sytuacje w projektach. Bardzo bym chciał, przeczytać taki tekst parę lat wcześniej. Uniknąłbym wielu problemów i wiedziałbym jak reagować w sytuacjach kryzysowych. Daj znać w komentarzu, z jakimi sytuacjami spotkałeś się w swoich projektach. Jeśli potrzebujesz pomocy w ogarnięciu projektu – napisz do mnie.

Na koniec skrzynia skarbów – newsletter. Znajdziesz w nim link do zapisu na darmowe 45-minutowe konsultacje online. Nie ma go w innym miejscu, tylko w wiadomościach ode mnie. A razem z nim dostaniesz w mailach czyste złoto, czyli wiedzę. Zero spamu.

Zapisz się na newsletter

.

Tu też znajdziesz wiedzę za darmo

Po rozwiązania zajrzyj również na octocode’owy kanał na YouTube’ie. Będzie Twoją latarnią morską w programowaniu.

Lubisz słuchać rozmów z ciekawymi ludźmi z branży? Zapraszam na Prograduchy – podcast na luzie, a jednocześnie merytoryczny. Nie odpłyniesz.

X